sobota, 4 czerwca 2016

27




Wynalezione w internecie: You get a strange feeling when you leave a place. Like you’ll not only miss the people you love, but you miss the person you are at this time because you will never be this way ever again.
Zbliża się koniec projektu  i coraz częściej łapiemy się z Laviś na długich rozmowach o tym, co po wolontariacie. Przede wszystkim jednak zaczynamy podsumowywać wszystkie miesiące wolontariatu. Wczorajszego wieczoru siedziałyśmy w kuchni  i narzuciłyśmy temat tęsknoty. Jasne, niesamowicie będę tęsknić za Lavi, za Carlosem, za widokiem oceanu każdego dnia, ale przede wszystkim będę tęsknić za tą Klaudią, którą jestem, którą mogę być tutaj. Pytanie Lavi było super proste. Lubisz siebie tutaj? Moja reakcja była natychmiastowa, w sekundę się rozbeczałam chlipiąc, ze czuję się super dobrze. Szczerze, bo wciąż chce wam pokazać jak warto rzucić swoją strefę komfortu i ruszać po nieznane :)
Mam 27 lat, nie mam samochodu, kredytu na mieszkanie, męża, baa nie mam nawet faceta, dziewczyny, umowy o pracę. Co mam? Spacery nad oceanem, wycieczki rowerowe, arbuz jedzony na plaży, wegańskie jedzenie zjadane z przyjaciółmi na tarasie. Budzę się każdego dnia z uśmiechem na twarzy, uwielbiam swoje życie, czuję się wolna, szczęśliwa. Każdy wybiera to co dla niego najlepsze.


Pamiętam siebie przed wyjazdem na wolontariat. Kłębek nerwów. Jasne byłam niesamowicie podekscytowana, od roku wiedziałam, że chcę wyjechać na wolontariat, ale mimo wszystko byłam też przerażona opuszczeniem mojej strefy komfortu. Co jeśli nie poradzę sobie z językiem, co jeśli nie będę dogadywała się z wolontariuszami, a co jeśli będę ryczeć codziennie z tęsknoty. Targały mną przeróżne emocje, pierwszy raz wyjeżdżałam w podróż sama i to jeszcze na cały rok. Ale pamiętam też, że skakałam ze szczęścia oglądając zdjęcia Nazare i nie mogłam doczekać się zmian, które nastąpią po opuszczeniu Polski. To nie jest tak, że nie lubię Polski. Kocham swój kraj, ale chcę poznawać świat. Siedzenie w jednym miejscu całe życie, nie jest tym o czym marzę.
No to teraz konkrety. Co mi dał wolontariat, czego się nauczyłam, co straciłam i dlaczego warto wyjechać na EVS.


Przyjaźń. Jasna sprawa. Pakujesz manatki na rok na obczyźnie, jedziesz sama, wiadome poznasz ludzi. Ale znajomi a przyjaciele to kolosalna różnica, każda z was o tym wie. Mam łatwość nawiązywania kontaktów z ludźmi, ale w Nazare niełatwo o przyjaźnie, więc naprawdę jestem szczęściarą, że w tym malutkim miejscu mam swój TEAM. Przyjaźń z Lavi i Carlosem to namiastka rodziny, godziny rozmów, wspólne kolacje, masa śmiechu. Jak wspomniałam, w Nazare niełatwo o przyjaźnie, maleńkie miejsce, gdzie ludzie zawężają swoje grono znajomych i niełatwo wpuszczają obcych. Tęsknota za rodziną w każdym miejscu jest taka sama, dobrze mieć kilka zaufanych osób wokół siebie.



Języki! angielski to podstawa, więc rozmawiając codziennie przez rok czasu łapiesz płynność i to jest ekstra, plus portugalski, który mimo że wciąż mega dla mnie trudny, pomału zaczyna być coraz bardziej zrozumiały.

OCEAN. Co tu dużo gadać. Zapach, zachody słońca, spacery, albo po prostu gapienie się przez kilka godzin to najlepsze lekarstwo dla duszy <3 

Trafiając do tak małego, pustego miejsca (tylko 2 miesiące w sezonie pełne są tu ludzi) bardzo dużo czasu spędzasz czas sama ze sobą. I zaczynasz uwielbiać siebie i swoje towarzystwo. Któregoś dnia przeczytałam, że z pewnością po projekcie będę totalnie innym człowiekiem. Totalnie nie jestem, ale z pewnością jestem na dobrej drodze do bycia lepszą wersją siebie i każdego dnia pracuje nad swoim szczęściem. 

 Wolontariat. Pomagasz ludziom. To najpiękniejsze co możesz dać drugiemu człowiekowi, ale i sobie. Praca z osobami niepełnosprawnymi jest niesamowicie ciężka, ale satysfakcja z każdego uśmiechu, bezcenna.

  


:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz