Jeśli znalazł się tu ktoś, kto oprócz informacji o tym jak
aplikować na EVS, czyli wolontariat europejski, chciałby się dowiedzieć jak
wygląda to dokładnie w praktyce, o tym dzisiejszy post. :)
Jak już wiecie, od 8 miesięcy mieszkam w Nazare w
Portugalii. Jest to malownicza miejscowość nad oceanem, a także typowe
turystyczne miasteczko. Poza sezonem świeci pustkami, z kolei latem, ciężko tu o
miejsce w kawiarni w godzinach szczytu. Ale nie o Nazare dziś mowa, a o
wolontariacie, który tutaj odbywam. Moją organizacją goszczącą, w której
odbywam wolontariat jest Cercina, czyli miejsce wspierające głównie osoby
niepełnosprawne, ale również te o ciężkiej sytuacji materialnej.
Co robię, jak wygląda moja praca, codzienność?
Przede wszystkim muszę wspomnieć o tym, że zazwyczaj nie
jesteście jedynymi wolontariuszami w organizacji. Zdarza się, że organizacja
aplikowała o kilkunastu wolontariuszy, więc jesteście w dość dużej grupie
młodych ludzi. W moim przypadku jest to tylko Lavi, czyli włoszka, z którą
odbywam wolontariat. Zaczęłam swój wpis od wolontariuszy, gdyż jest to naprawdę
istotna kwestia. Zbliża się koniec mojego wolontariatu i po tych wszystkim
miesiącach widzę jak ważne jest, najzwyczajniej w świecie nie być samemu przez tak
długi okres czasu. Wolontariat nie
zawsze jest bajką. Jasne, mogę powiedzieć, ze mimo tego, że pracuję, to wciąż
jestem na wakacjach i gwarantuję, każdy wolontariusz wam to powie, ale czasami
są dni, kiedy najzwyczajniej w świecie jest źle, bo tęsknicie. Czasami są dni,
kiedy nic nie idzie po waszej myśli, organizacja nawala, coś się psuje na
mieszkaniu, albo tak jak w naszym przypadku, przez 3 tygodnie nie macie ciepłej
wody ;D dobrze wtedy jest mieć kogoś z kim dzielicie te wszystkie emocje. Ja
jestem o tyle szczęściarą, że w Lavi znalazłam pokrewną duszę, zaprzyjaźniłyśmy
się, jest tutaj moją siostrą, czasami mamą, ale przede wszystkim super
przyjaciółką i w tym momencie mogę jasno stwierdzić, że poznanie jej to
najlepsze co mi się przydarzyło w Nazare :)
To teraz gdzie mieszkamy i jak wygląda to w przypadku innych
wolontariuszy.
Mieszkamy 5 minut piechotą od organizacji, w jednorodzinnym
domu. Każda z nas ma swój pokój, ja mam też widok na ocean, taki mały bonus
<3 Mieszkanie jest w pełni wyposażone, czyli nie musiałam przed wyjazdem
dbać o to, czy muszę na miejscu kupić pościel, garnki itp. Niby nic, ale dosyć
ważne, kiedy wyjeżdżacie na rok i pakujecie tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Co kilka miesięcy mamy spotkanie wszystkich
wolontariuszy odbywających projekt w Portugalii i z rozmów z nimi wiem, że
wszędzie mieszkania są w pełni wyposażone, jednak warunki często odbiegają od
naszych. Często wolontariusze dzielą pokój, mieszkają dosyć daleko od
organizacji (wtedy macie opłacony bilet miesięczny na komunikację) i nie zawsze
też dogadują się z innymi wolontariuszami. Ale poznałam też sporo osób, które
miały wynajęte mieszkania tylko dla siebie, bądź tak jak my mają swoje pokoje.
Wszystko zależy od organizacji, dlatego przed wyjazdem, zadbajcie o to, żeby
uzyskać informacje odnośnie warunków mieszkaniowych.
Kasa Kasa Kasa
Z tym różnie haha ;D Organizacja opłaca ci mieszkanie, bilet
miesięczny, jeśli mieszkasz daleko od organizacji, my nie mieszkamy, ale jeśli
jestem leniwa, żeby pójść do supermarketu i łapię autobus, organizacja też mi to
opłaca. Co dalej? Dostajecie kieszonkowe oraz pieniądze na jedzenie. Tak jest w
naszym przypadku, czyli spoko, bo sama chcę decydować o tym, co zjem na obiad.
Często jednak działa to tak, że obiad jecie w organizacji, więc wtedy
automatycznie dostajecie mniejsze pieniądze z puli przeznaczonej na jedzenie.
Dla mnie jako weganki byłoby to dosyć skomplikowane, dlatego przed przyjazdem
tutaj, zaznaczyłam to w meilu. Czyli wszystko jest do przejścia :) Czy to nam
wystarcza? Wiadome, NIE. Ale myślę sobie, że zawsze narzekamy na pieniądze i
ile byśmy nie mieli zawsze jest mało. Nam jest o tyle łatwiej, bo mieszkamy w
malutkim Nazare, czyli tak naprawdę nie mam tu na co wydawać pieniędzy. Gorzej
byłoby w Lizbonie albo w Porto, czyli masa koncertów, świetnych kawiarni,
sklepów itp. Tutaj jestem odcięta od konsumpcjonizmu, dlatego jest nam naprawdę
łatwo. Poza tym zarabiamy tutaj często więcej niż osoby pracujące po 12 h dziennie,
czyli jednak nie taki ten wolontariat zły. Ale jeśli chcecie mieć trochę więcej
zawsze możecie złapać się jakieś dorywczej pracy. Ja np na weekendach pracuję w
kawiarni/barze i może pieniądze nie są super duże to zawsze to coś, plus
dodatkowa lekcja portugalskiego i masa nowych ludzi, których poznajesz. Same
plusy :)
Co porabiam w organizacji
Początki były bardzo luźne i nasza organizacja dała nam
miesiąc na wdrożenie się i zdecydowanie co chcemy robić. Tak przynajmniej
twierdzili, ale nie zawsze robimy to co chcemy :D ale nie mogę narzekać, bo
mimo wszystko mamy naprawdę dobrze. Pracuję różnie (piszę o sobie, Lavi robi
inne rzeczy), czasami w szkołach w Nazare bądź w okolicach wraz z moją
koordynatorką. Robię dokładnie te rzeczy, które studiowałam, czyli rewelacja,
bo wolontariat możecie wykorzystać jako super praktyka tego, co studiowaliście.
Dwa razy w tygodniu mam też zajęcia na basenie z dzieciakami niepełnosprawnymi
oraz kilka razy w tygodniu warsztaty zajęciowe z osobami starszymi, które
głównie polegają na rozmowach z nimi, jednak w czasie tych zajęć jestem
odpowiedzialna za opiekę nad jedną niepełnosprawną dziewczynką, co muszę
przyznać jest najtrudniejszym punktem naszej pracy. Ale tak jak pisałam,
wolontariat to też czasami ciężka praca i na to musicie być również przygotowani.
Nie zawsze też jest kolorowo, jeśli
chodzi o samą organizację.
Podsumowując
EVS to jeden projekt, ale tak naprawdę każda organizacja
działa trochę inaczej, więc zawsze przed decyzją o wyjeździe warto wypytać
dokładnie o wszystko, by po przyjeździe nie mieć niespodzianek. Wtedy ze
spokojną głową możecie jechać i mieć jeden z najpiękniejszych okresów waszego
życia, GWARANTUJĘ :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz