środa, 11 maja 2016

Wolontariat EVS



Jeśli znalazł się tu ktoś, kto oprócz informacji o tym jak aplikować na EVS, czyli wolontariat europejski, chciałby się dowiedzieć jak wygląda to dokładnie w praktyce, o tym dzisiejszy post. :)
Jak już wiecie, od 8 miesięcy mieszkam w Nazare w Portugalii. Jest to malownicza miejscowość nad oceanem, a także typowe turystyczne miasteczko. Poza sezonem świeci pustkami, z kolei latem, ciężko tu o miejsce w kawiarni w godzinach szczytu. Ale nie o Nazare dziś mowa, a o wolontariacie, który tutaj odbywam. Moją organizacją goszczącą, w której odbywam wolontariat jest Cercina, czyli miejsce wspierające głównie osoby niepełnosprawne, ale również te o ciężkiej sytuacji materialnej.

Co robię, jak wygląda moja praca, codzienność?
Przede wszystkim muszę wspomnieć o tym, że zazwyczaj nie jesteście jedynymi wolontariuszami w organizacji. Zdarza się, że organizacja aplikowała o kilkunastu wolontariuszy, więc jesteście w dość dużej grupie młodych ludzi. W moim przypadku jest to tylko Lavi, czyli włoszka, z którą odbywam wolontariat. Zaczęłam swój wpis od wolontariuszy, gdyż jest to naprawdę istotna kwestia. Zbliża się koniec mojego wolontariatu i po tych wszystkim miesiącach widzę jak ważne jest, najzwyczajniej w świecie nie być samemu przez tak długi okres czasu.  Wolontariat nie zawsze jest bajką. Jasne, mogę powiedzieć, ze mimo tego, że pracuję, to wciąż jestem na wakacjach i gwarantuję, każdy wolontariusz wam to powie, ale czasami są dni, kiedy najzwyczajniej w świecie jest źle, bo tęsknicie. Czasami są dni, kiedy nic nie idzie po waszej myśli, organizacja nawala, coś się psuje na mieszkaniu, albo tak jak w naszym przypadku, przez 3 tygodnie nie macie ciepłej wody ;D dobrze wtedy jest mieć kogoś z kim dzielicie te wszystkie emocje. Ja jestem o tyle szczęściarą, że w Lavi znalazłam pokrewną duszę, zaprzyjaźniłyśmy się, jest tutaj moją siostrą, czasami mamą, ale przede wszystkim super przyjaciółką i w tym momencie mogę jasno stwierdzić, że poznanie jej to najlepsze co mi się przydarzyło w Nazare :)

To teraz gdzie mieszkamy i jak wygląda to w przypadku innych wolontariuszy.
Mieszkamy 5 minut piechotą od organizacji, w jednorodzinnym domu. Każda z nas ma swój pokój, ja mam też widok na ocean, taki mały bonus <3 Mieszkanie jest w pełni wyposażone, czyli nie musiałam przed wyjazdem dbać o to, czy muszę na miejscu kupić pościel, garnki itp. Niby nic, ale dosyć ważne, kiedy wyjeżdżacie na rok i pakujecie tylko najpotrzebniejsze rzeczy.  Co kilka miesięcy mamy spotkanie wszystkich wolontariuszy odbywających projekt w Portugalii i z rozmów z nimi wiem, że wszędzie mieszkania są w pełni wyposażone, jednak warunki często odbiegają od naszych. Często wolontariusze dzielą pokój, mieszkają dosyć daleko od organizacji (wtedy macie opłacony bilet miesięczny na komunikację) i nie zawsze też dogadują się z innymi wolontariuszami. Ale poznałam też sporo osób, które miały wynajęte mieszkania tylko dla siebie, bądź tak jak my mają swoje pokoje. Wszystko zależy od organizacji, dlatego przed wyjazdem, zadbajcie o to, żeby uzyskać informacje odnośnie warunków mieszkaniowych.

Kasa Kasa Kasa
Z tym różnie haha ;D Organizacja opłaca ci mieszkanie, bilet miesięczny, jeśli mieszkasz daleko od organizacji, my nie mieszkamy, ale jeśli jestem leniwa, żeby pójść do supermarketu i łapię autobus, organizacja też mi to opłaca. Co dalej? Dostajecie kieszonkowe oraz pieniądze na jedzenie. Tak jest w naszym przypadku, czyli spoko, bo sama chcę decydować o tym, co zjem na obiad. Często jednak działa to tak, że obiad jecie w organizacji, więc wtedy automatycznie dostajecie mniejsze pieniądze z puli przeznaczonej na jedzenie. Dla mnie jako weganki byłoby to dosyć skomplikowane, dlatego przed przyjazdem tutaj, zaznaczyłam to w meilu. Czyli wszystko jest do przejścia :) Czy to nam wystarcza? Wiadome, NIE. Ale myślę sobie, że zawsze narzekamy na pieniądze i ile byśmy nie mieli zawsze jest mało. Nam jest o tyle łatwiej, bo mieszkamy w malutkim Nazare, czyli tak naprawdę nie mam tu na co wydawać pieniędzy. Gorzej byłoby w Lizbonie albo w Porto, czyli masa koncertów, świetnych kawiarni, sklepów itp. Tutaj jestem odcięta od konsumpcjonizmu, dlatego jest nam naprawdę łatwo. Poza tym zarabiamy tutaj często więcej niż osoby pracujące po 12 h dziennie, czyli jednak nie taki ten wolontariat zły. Ale jeśli chcecie mieć trochę więcej zawsze możecie złapać się jakieś dorywczej pracy. Ja np na weekendach pracuję w kawiarni/barze i może pieniądze nie są super duże to zawsze to coś, plus dodatkowa lekcja portugalskiego i masa nowych ludzi, których poznajesz. Same plusy :)

Co porabiam w organizacji
Początki były bardzo luźne i nasza organizacja dała nam miesiąc na wdrożenie się i zdecydowanie co chcemy robić. Tak przynajmniej twierdzili, ale nie zawsze robimy to co chcemy :D ale nie mogę narzekać, bo mimo wszystko mamy naprawdę dobrze. Pracuję różnie (piszę o sobie, Lavi robi inne rzeczy), czasami w szkołach w Nazare bądź w okolicach wraz z moją koordynatorką. Robię dokładnie te rzeczy, które studiowałam, czyli rewelacja, bo wolontariat możecie wykorzystać jako super praktyka tego, co studiowaliście. Dwa razy w tygodniu mam też zajęcia na basenie z dzieciakami niepełnosprawnymi oraz kilka razy w tygodniu warsztaty zajęciowe z osobami starszymi, które głównie polegają na rozmowach z nimi, jednak w czasie tych zajęć jestem odpowiedzialna za opiekę nad jedną niepełnosprawną dziewczynką, co muszę przyznać jest najtrudniejszym punktem naszej pracy. Ale tak jak pisałam, wolontariat to też czasami ciężka praca i na to musicie być również przygotowani.  Nie zawsze też jest kolorowo, jeśli chodzi o samą organizację.

Podsumowując
EVS to jeden projekt, ale tak naprawdę każda organizacja działa trochę inaczej, więc zawsze przed decyzją o wyjeździe warto wypytać dokładnie o wszystko, by po przyjeździe nie mieć niespodzianek. Wtedy ze spokojną głową możecie jechać i mieć jeden z najpiękniejszych okresów waszego życia, GWARANTUJĘ :) 




poniedziałek, 2 maja 2016

Wycieczka po Nazare



Rozmawiając z mieszkańcami Nazare, za każdym razem słyszę, że z roku na roku miejsce to, staje się coraz większą atrakcją turystyczną. Jest już nie tylko kurortem dla Portugalczyków, ale ludzie z całego świata przyjeżdżają tutaj, by choć na chwilę uciec od rzeczywistości. Nie uświadczysz tutaj wielkich sklepów, zatłoczonych ulic, spalin samochodów. Zamiast tego jest plaża, ocean, masa kawiarni i restauracji i słońce. Tutaj żyje się bardzo prosto.  Trochę inaczej wygląda to w okresie lata, kiedy liczba mieszkańców z 10 000 wzrasta do 100 000. Przeprowadziłam się do Nazare zaraz po sezonie turystycznym, więc nie miałam jeszcze okazji zobaczyć tej gorączki, ale z tego co usłyszałam jest tu naprawdę ogrom ludzi.

Pomyślałam sobie, że skoro coraz więcej osób wie o Nazare, może warto napisać notkę o tym jak spędzić tutaj idealny dzień. A raczej, jak ja spędzam idealny dzień, bo pojęcie to dla każdego jest jednak inne. Najczęściej Nazare wybierane jest przez turystów jako jedno, dwudniowa wycieczka. Poniżej plan jednodniowej wycieczki po tym uroczym miejscu.
Śniadanie rozpocznijmy około godziny 9 koniecznie w jednej z Pastelaria, czyli portugalska kawiarnia. Warto poczuć się przez jeden dzień jak Portugalczyk i dostosować do tutejszych godzin posiłków. Z pewnością nie będziecie żałować, poranny gwar, zapach kawy i język portugalski w tle to naprawdę dobry początek dnia. A gdzie? Ja polecam zacząć swoją wycieczkę od Pederneira, czyli najstarszej części Nazare, niegdyś wieś na wzgórzu. Nazare dzieli się na 3 części, Pederneiria na wzgórzu, Sitio również na wzgórzu oraz Praia, czyli restauracje, kawiarnie przy plaży. Pederneira to urocze miejsce, bardzo spokojne, idealne na spacer, kiedy to jeszcze zaspani zmierzacie na śniadanie. Możecie odwiedzić jedną z Pastelaria przy tarasie widokowym, widok zapiera dech w piersiach, obiecuje! Nie spieszcie się, warto chłonąć leniwą atmosferę Pederneira, popijając sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy lub po prostu jak zazwyczaj tutaj-kawę. Dla zachwycających się rozwieszonym wszędzie praniem (swoją drogą, czy oprócz mnie ktoś jeszcze to uwielbia?) możecie pstrykać masę zdjęć i wymieniać uśmiechy z niesamowicie uprzejmymi Portugalczykami. To naprawdę dobry początek dnia.
Po śniadaniu zmierzajcie na… drugie śniadanie, czyli loooooody. Lody tylko na Esplenada, czyli placu z kawiarniami, barami, restauracjami przy plaży. Lody oczywiście wegańskie, jest kilka opcji do wyboru, ja zawsze wybieram moją ulubioną czekoladę. Skoro jesteście już nad oceanem warto pospacerować brzegiem oceanu w stronę portu i spędzić tam chwilę. Turystyka i rybołówstwo to dwie główne możliwości zarobku dla mieszkańców Nazare, port więc jest istotną częścią tego miasteczka.
A jeśli właśnie usłyszeliście strażacki alarm, wybiła godzina 13, czyli czas na obiad, dlatego kierujcie swoje kroki ponownie w stronę Esplenady. Dla niewegan, do restauracji mojego przyjaciela Carlosa, czyli Tasquinha, restauracja z tradycyjnym portugalskim jedzeniem, ale tak jak wspomniałam we wcześniejszym poście, weganie też znajdą coś dla siebie, przetarłam dla was szlak! ;D Ale jeśli chcecie coś bardziej wyszukanego, na przeciwko Tasquini, znajduje się restauracja Little India z większą ilością wegańskich opcji. Po lunchu oczywiście czas na wylegiwanie się na plaży, moja ulubiona część dnia.
Jeśli już znudzicie się leżeniem na plaży,  zróbcie sobie spacer do Sitio, czyli wzgórze Nazare. Prowadzą tam schody z uroczymi ławeczkami dla tych, którzy szybko się męczą. Dla leniwych, możecie skorzystać z windy, cena 1 euro 20 centów, widok przepiękny. Jesteście w Sitio, pogubcie się w uliczkach, zróbcie zdjęcia na kolejnym w Nazare tarasie widokowym (Sitio ma przepiękny taras widokowy), zatrzymajcie się na kawę i kierujcie się do farol, czyli latarni morskiej. To tutaj w okresie jesiennym są jedne z największych fal na świecie i to tutaj surfują ci wariaci (chyba inaczej nie potrafię ich nazwać;D) Miałam okazję poznać jednego surfera z red charger, czyli ekipy surfujących po największych falach Nazare. Błysk w oku, kiedy opowiadał o adrenalinie w momencie pojawienia się 20 metrowej plaży świadczy o tym, że to naprawdę coś niesamowicie wielkiego. Nie dane mi będzie spróbować, obserwowanie ich kiedy surfowali, przyprawiało mnie o zawał serca ;D Warto spędzić trochę więcej czasu w Sitio, możecie zostać do zachodu słońca, ale wróćcie na plażę, żeby zjeść kolację. Teraz polecam Blue Jardim i pizzę, a dla niewegan w menu duży wybór makaronów. A co w nocy? Esplenada ponownie, Oceano z muzyką na żywo koniecznie. A dla tych którzy chcą potańczyć Blabla z dyskoteką, ale nie wcześniej niż o godzinie 4 nad ranem, przed tą godziną Portugalczycy wciąż przesiadują w barach, piją i rozmawiają. 6 rano to koniec imprezy, możecie iść w końcu położyć się spać!
Bawcie się dobrze :)
Taras widokowy w Pedeineira
W drodze na Esplenadę
Plaża w okolicach Esplenady
Widok na Nazare z Sitio
Zachód słońca w Sitio